1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Ekorolnicy w Niemczech pod presją

24 stycznia 2023

Co ósmy rolnik stawia na ekologię, a do 2030 roku ma to być już co trzeci. Ponieważ koszty jednak eksplodują, ekorolnicy muszą walczyć.

https://p.dw.com/p/4Mckb
Deutschland Biobauer Bernd Schmitz
Ekorolnik Bernd Schmitz z Hennef: – Prawdziwe życie krowy toczy się na pastwiskuZdjęcie: Oliver Pieper/DW

Liderka światowego ruchu na rzecz ochrony klimatu Greta Thunberg była tam. Luisa Neubauer, twarz Niemiec z „Fridays for Future”, „Piątków dla przyszłości”, naturalnie także. Jednak fakt, że Bernd Schmitz wybrał się w ostatni weekend do Luetzerath, żeby protestować przeciwko wyburzaniu małej wioski pod wydobycie węgla brunatnego, wcale nie był taki oczywisty.

Jego 48 czarno-białych, nakrapianych krów holsztyńskich musiało na jeden dzień zapomnieć o ekorolniku z Hennef koło Bonn. A to dlatego, że Schmitz nie odpuszcza sprawy, która w gorącej debacie o Luetzerath została niemal całkowicie zapomniana: W tej małej wiosce w Nadrenii Północnej-Westfalii chodzi nie tylko o starania Niemiec o większą ochronę klimatu, ale także o przełom w rolnictwie w tym kraju. Czy też mówiąc inaczej: nie tylko o węgiel pod ziemią, ale także o glebę nad nią.

Schmitz stawia w swoim gospodarstwie także na chów cieląt z matkami
Schmitz stawia w swoim gospodarstwie także na chów cieląt z matkamiZdjęcie: Oliver Pieper/DW

– Jak to możliwe, że produkujemy bezsensowne produkty, na które wydajemy mnóstwo energii, a jednocześnie podkopujemy podstawę naszego wyżywienia? I jak to ma się do siebie, że się od nas, rolników, wymaga, abyśmy nie uwalniali węgla z korzeni traw, podczas gdy w Luetzerath wiele milionów ton CO2 jest wydmuchiwanych do atmosfery? – pyta Schmitz.

Coraz więcej rolników rezygnuje

Być może jeszcze kilka lat temu tylko nieliczni rolnicy zadawaliby sobie takie pytania, ale dziś nerwy puszczają już wielu gospodarzom w Niemczech  Każdego dnia zamyka się tu sześć gospodarstw, głównie z powodu eksplodujących kosztów produkcji. Wymieranie gospodarstw postępuje bezlitośnie, 256 tysięcy zostało ich jeszcze w Niemczech, tendencja nadal spadkowa.

Gospodarstwo Hanfer Hof, które było wzmiankowane już w dokumencie w 1850 roku i które Schmitz ze swoją rodziną prowadzi w piątym pokoleniu, jest obecnie najmniejszym w okolicy. Wszystkie mniejsze upadły. Na pytanie, ile takich lat jak 2022 jeszcze przetrzyma, Bernd Schmitz odpowiada: – Jeden rok. Za samo paliwo i prąd musiałem zapłacić o 50 procent więcej niż rok wcześniej. Na dłuższą metę tego nie uniesiemy. Z córkami, które chcą przejąć gospodarstwo, musimy się zastanowić, czy jest przed nim jeszcze jakaś przyszłość.

Wreszcie mamy też do czynienia ze zmianami klimatu, które nie zatrzymują się przed niemieckimi łąkami. Schmitz musiał zmniejszyć swoje stado krów do 35 sztuk, ponieważ z powodu suszy jego pastwiska nie zapewniały już wystarczającej ilości paszy dla wszystkich zwierząt. Błędne koło: brakuje wody, trawa nie rośnie, dochody spadają, bo mniej bydła. – W ostatnich latach bywało, że nie padało przez trzy miesiące – skarży się Schmitz.

Przechodzenie na ekorolnictwo kuleje

Co ósmy rolnik w Niemczech stawia na ekologię. 35 tysięcy ekorolników z wielkim trudem radzi sobie z rekordową inflacją wywołaną rosyjską inwazją na Ukrainę. W 2022 roku rynek ekologiczny skurczył się po raz pierwszy w swojej historii. Według Niemieckiego Stowarzyszenia Rolników obroty na nim spadły w okresie od stycznia października o 4,1 procent w porównaniu z takim samym okresem roku poprzedniego.

Konsumenci od miesięcy obracają w palcach każdy cent po trzykroć, zanim go wydadzą, a ekologiczne supermarkety omijają szerokim łukiem. Zrównoważone zakupy tak, ale proszę taniej. Jeśli więc „eko”, to teraz najczęściej w dyskoncie. Mleko Schmitza jest dziś także w szafie chłodniczej u Aldiego. Według 57-letniego rolnika częściową winę za ten kryzys ponosi także handel, który myśli wyłącznie w kategoriach zysku: – Nie może tak być, że zaopatrują się w naszej mleczarni umiarkowanie drożej, a potem na klientów przerzucają wielokrotność tej podwyżki.

Bernd Schmitz: – Człowieka ogarnia rozpacz, gdy widzi szaleństwo regulacyjne niemieckich władz
Bernd Schmitz: – Człowieka ogarnia rozpacz, gdy widzi szaleństwo regulacyjne niemieckich władzZdjęcie: Oliver Pieper/DW

Ekorolnik dostaje z mleczarni za litr mleka 56 centów. Schmitz uważa, że aby wyszedł na swoje, musiałoby być o 14 centów więcej. A przy tym Niemcy postawiły sobie za cel, żeby stać się krajem ekomlekiem i wolnym od pestycydów miodem płynącym. Do 2030 roku rząd federalny chce zwiększyć udział rolnictwa ekologicznego do 30 procent.

Krytyka ministrów Lindnera, Oezdemira i Lemkego

Wielu ekspertów uważa ten ambitny plan za iluzoryczny. Z jednej strony mamy do czynienia ze zmianą zachowań konsumenckich, z drugiej z opieszałym przekształcaniem obszarów uprawnych na ekologiczne i wreszcie z brakiem wsparcia ze strony polityków. Bernd Schmitz to krytykuje: – Jeśli społeczeństwo chce zmian, to trzeba je też sfinansować. Dotyczy to również ministra finansów, który obniża cenę benzyny, ale jednocześnie nie zapewnia odpowiedniego finansowego wsparcia dla hodowli zwierząt zgodnej z wymogami gatunku. Jeśli tego nie będzie, żadne zmiany się nie powiodą.

Nie tylko minister finansów Christian Lindner, ale także zieloni ministrowie rolnictwa i środowiska, Cem Oezdemir i Steffi Lemke, dostają od ekorolnika za swoje. Oboje się nie wywiązali ze swych zadań tak dobrze, jak by mogli, a zmiana polityki rolnej wymagałaby teraz zdaniem Schmitza, by zasuwać, a nie guzdrać się. To się według niego zaczyna od drobiazgów. Na przykład w stołówce Bundestagu wciąż zdecydowanie zbyt mało ekoproduktów trafia na talerze posłów.

Mniejsze spożycie mięsa, ale większy import?

– To sięga aż do umów o wolnym handlu – krytykuje rolnik. Sojusz Unii Europejskiej z państwami południowoamerykańskiego wspólnego rynku Mercosur może dojść do skutku jeszcze w tym roku, a nowa próba zawarcia TTIP, transatlantyckiego traktat o wolnym handlu z USA, również wydaje się być po inwazji Rosji na Ukrainę w zasięgu możliwości. Schmitzowi wystarczy już umowa CETA z Kanadą: – Chcemy zmniejszyć konsumpcję mięsa w Niemczech, żeby chronić klimat, a jednocześnie ratyfikujemy układ, który pozwala na import 60 tysięcy ton wołowiny z Kanady? – wytyka ekorolnik.

Schmitz jest w podróży również w ten weekend. Pod hasłem „Mamy tego dość!” demonstruje wraz z tysiącami innych rolników i 130 traktorami przed Bramą Brandenburską w Berlinie na rzecz ekologicznego przełomu w rolnictwie.

Minister rolnictwa Niemiec Oezdemir musi się liczyć z wyraźnym głosem niezadowolenia ze strony rolników. Ekorolnik Schmitz mówi: – Żądamy takiej zmiany polityki rolnej, żeby nie tylko nagradzała wzrost, ale także produkcję wysokiej jakości.

 

Niemieccy rolnicy walczą ze zmianami klimatu